Mikołaj i spółka


Gatunek: familijny, komedia   Produkcja: Francja   Czas trwania: 95 min

Gdy wszystkie elfy zachorują i nie ma komu pakować prezentów, Święty Mikołaj wyrusza na poszukiwanie lekarstwa. Spotyka zwariowaną rodzinkę, która pomoże mu je znaleźć.

Jakie są najważniejsze symbole bożonarodzeniowej gorączki konsumenckiej? W Polsce wymienimy pewnie reklamę Coca-Coli, rytualny seans "Kevina samego w domu" i wysyp filmów o Świętych Mikołajach. Na te ostatnie (mały) człowiek czekał z wypiekami na twarzy już od połowy listopada, chociaż doskonale wiedział, co tam znajdzie. Mit o brodatym, rubasznym herosie konsumeryzmu wtłaczano mu pod powieki od kołyski – Mikołaj zstępował na Ziemię w latających saniach, popisywał się cudownymi mocami, a kształcony w racjonalizmie lud brał go za wariata lub przestępcę. W końcu, w ostatniej chwili, ktoś – renifery, dzieci, elfy albo policja – ratował Święta przed zagładą i rozdawanie (czytaj: sprzedaż) zabawek mogło ruszyć z kopyta. Brodacz z Laponii chronił gospodarkę przed krachem i chyba dlatego schemat "świątecznej odsieczy" wciąż trzyma się mocno. "Mikołaja i spółkę" wyprodukowali Francuzi, ale akcję dałoby się bez żadnego uszczerbku przenieść do Nowego Jorku, Berlina czy Gdańska. To po prostu dalej ten sam doroczny, totalnie uniwersalny film bożonarodzeniowy. I z jednej strony OK, bo przecież dokładnie na to czeka dziecięcy widz. Z drugiej jednak fajnie by było – skoro już zamieniamy uciechę najmłodszych w brzęczącą monetę – umieścić w mikołajkowych szlagierach jakieś minimum oryginalności. Dostarczyć trochę świątecznej nadwyżki.

Kup bilet on-line
  • Repertuar
  • 2018-01-16, godz.: 15:00
  • 2018-01-17, godz.: 15:00

Zobacz zwiastun